Jękły głuche kamienie - Ideał sięgnął bruku
Zanik kultury osobistej, a szczególnie zanik norm savoir vivre w
interakcjach międzyludzkich ustnych i pisemnych u dzisiejszych
studentów jest zaiste demotywujący (żeby nie powiedzieć wkurzający). A
u studentów dlatego, że o ile podstawówkowiczom, gimnazjalistom i
licealistom można takowe braki w kulturze i dobrym wychowaniu wybaczyć
i ewentualnie usprawiedliwić czy to młodym wiekiem, czy
niewystarczającą wiedzą i doświadczeniem, o tyle studentów nie tłumaczy
absolutnie nic. Zdaje mi się bowiem, iż ludzie, którzy chcą by uważać ich za dorosłych i tak też traktować, powinni się jak na
takowych przystało zachowywać (a przynajmniej próbować). Tymczasem
korespondencja mailowa z moimi studentami otwiera przede mną całkiem
nowe horyzonty absurdu.
Przez pewien czas wydawało mi się, iż największym i jedynym problemem
są wszelkiego rodzaju zwroty grzecznościowe i tytuły, którymi należy
posługiwać się na wstępie i końcu tekstu korespondencyjnego. Otóż nie,
okazuje się bowiem, że formułowanie zdań treści zasadniczej sprawia nie
mniej kłopotów. Tak owoż ostatnimi czasy systematycznie kolą mnie w
oczy nie tylko wszelkiego rodzaju "Panie Mo****", "Panie Magistry",
"Witam", "Pozdrowienia" itp., ale również maile, których pierwsze (podkreślam:
absolutnie pierwsze!) zdanie to, jakże kulturalne, domaganie się
odpowiedzi na pytanie (cytuję): "Czy może sprawdziłam już ich testy?".
No tak, w końcu trzeba się dowiedziec, czy może byłam tak cholernie
łaskawa co by sprawdzić te pie****ne egzaminy, joł joł. Obecnie
rozważam ewentualne zaprzestanie odpowiadania na takie maile. Nie
zdziwię się również, jak w najbliższym czasie otrzymam maila z jakąś
'słitaśna fotusią', szlaczkiem emotów i zapisanego w kodzie dzieci Neo.
Coś mi mówi, że jedne z zajęć w nowym semestrze poświęcimy na omówienie
keigo (język honoryfikatywny), konieczności korzystania z niego,
adekwatności stosowanych zwrotów do danych sytuacji i przekładalności
tego zjawiska językowego na polskie realia. Ergo, spróbujemy sobie
uświadomić, iż w języku polskim również można się kulturalnie wysławiać.
Z rzeczy "inszych": dotarła już do nas całość naszego nowego osprzętu
studyjnego. Obecnie zawala 50% salonu i 30% biblioteczki, pochłaniając
ostatecznie resztki naszej wolnej przestrzeni mieszkaniowej. Nie
narzekamy jednak, bo zabawa z nim jest przednia, a efekty wynagradzają
burdel. Dla ciekawskich pierwsza fotka z domowej sesji studyjnej,
popełniona przez męża, do obejrzenia TUTAJ.
by momisia | 2010-01-28 09:43:52 |
skomentuj! (7)

...or not ;P? You never know :D.
***
“Let me tell you something you already know.
The world ain't all sunshine and rainbows.
It's a very mean and nasty place,
and I don't care how tough you are,
it will beat you to your knees
and keep you there if you let it.
You, me or nobody is gonna hit as hard as life.
But it ain't about how hard you hit.
It's about how hard you can get hit
and keep moving forward.
How much you can take and keep moving forward.
That's how winning is done!”
***